Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
W piątek rano pojechałam z moim M. na tipsy do cioci, później powrót do domu ..i niestety Nasz Bąbel dał znać o sobie bo strasznie słabo się czułam,fatalnie wręcz a wieczorem czekała Nas jeszcze spowiedź, dzięki Bogu do wieczora trochę mi przeszło więc szybko do kościoła i do domu.Błagałam Boga żeby w sobotę się tak słabo nie czuć,jednak ja już mam tak że jak raz się źle poczuję to później mam wrażenie że non stop mi słabo..jednak w sobotę nie myślałam o tym, pobudka o 7:00 , śniadanie ..i przed 8:00 do fryzjera .. o 9:30 ciocia mnie zawiozła na makijaż ..i przed 12:00 byłam w domu ..więc szybko coś zjadłam i zaczęłam się ubierać bo o 12:45 była umówiona limuzyna.
Stres jaki w sobie czułam i podekscytowanie jednocześnie..nie do opisania ..
Kiedy byłam już calutka ubrana czekałam na świadków i Męża ;-) i doczekałam się limuzyna podjechała..zabrzmiał dzwonek domofonu i najpierw weszła moja chrzestna (świadkowa) ..zamknęła w pokoju i nie pozwolił.a wyjść prędzej niż mój M. mnie nie "wykupi" ;-) ....już pominę fakt że wykupili mnie za 150 zł i butelkę wódki .!!! SKANDAL :P
Jednak uśmiech mojego Skarba kiedy mnie zobaczył -bezcenny ..Jego "łał" na mój widok ..i "cudownie wyglądasz,jak księżniczka" :) ..o9 godzinie 13:40 mieliśmy już być pod kościołem jednak teściowie się spóźnili na błogosławieństwo, i mieliśmy mały poślizg ..
Kiedy już mogliśmy ruszyć do kościoła ..to wejście do limuzyny ..sprawiło mi nie mały problem ..:P ale już pominę ten wątek ;D.
Gdy już ruszyliśmy zaczęły się "bramki".. do kościoła na pieszo mam z max 8min. a chyba z 5 bramek było ..;-)
Gdy już dojechaliśmy pod kościół ..i tata dał dam znak że możemy wyjść z limuzyny i przygotować się do wyjścia okazało się że moja świadkowa zapomniała torebki ..;D więc organista już zaczął grać..mama macha że mamy wchodzić ..świadkowa przed kościołem biega..;D ale daliśmy radę..;D
Sama ceremonia w kościele cudowna..kazanie ekstra..
Kiedy nadszedł moment przysięgi..serce podeszło mi do gardła..:) ale ładnie bez błędu i jąkania się powiedzieliśmy sakramentalne TAK :) później kiedy ksiądz zdjął z naszych rąk "szarfę" (nie mam pojęcia jak to się nazywa) ..a my nadal się trzymaliśmy ..ksiądz do Nas "Teraz już możecie się puścić" ..;D
"...yyy no wiecie ręce..ahh ten polski język" ..no umieraliśmy tam ze śmiechu ;-)
Później było ofiarowanie i "gdy się łączą ręce dwie..." komunia i na koniec gratulacje od księdza i marsz mendelsona :) ..życzenia od gości i gratulacje..:) następnie droga na salę ..;)
Powitanie chlebem i solą ..rzucanie kieliszkami i pierwszy taniec w rytm "Od dziś" ..;-)
Podziękowania chcieliśmy zaraz po pierwszym tańcu ..pełne wzruszenia..i łez ..i braw kiedy wypowiadaliśmy słowa "Dziś zakładamy własną rodzinę i za pół roku sami zostaniemy rodzicami"
Przez resztę wesela każdy mnie pytał czy dobrze się czuję ..czy słabo mi nie jest itd itp ..;-)
Oczywiście gratulacji nie było końca ..;-)